Szukaj

Naoczny świadek – hit czy kit?


Panuje powszechne, błędne przekonanie, że pamięć jest procesem odtwarzania lub pobierania informacji zapisanych w zbiorze danych. W rzeczywistości pamięć jest raczej procesem rekonstrukcji. Mówi się o zanikach pamięci, a tak naprawdę pamięć nie zanika, lecz rośnie. Zanikać może początkowa percepcja, jednak za każdym razem, gdy przypominamy sobie zdarzenie, musimy zrekonstruować pamięć i dlatego za każdym razem pamięć zmienia się, nakładają się na nią kolejne zdarzenia, wzrasta zrozumienie, pojawia się nowy kontekst, sugestie innych osób, cudze wspomnienia.


Świadek może rekonstruować zdarzenia, nie będąc w najmniejszym stopniu świadomym, że uzupełnia lub fałszuje dane. Jednak w prawie wszystkich przypadkach z pewnością je uzupełnia a w wielu przypadkach fałszuje. I wcale nie dlatego, że jest nieuczciwy.



Ciekawą ilustracją tendencji do magicznego eliminowania dwuznaczności przez rekonstrukcję były przesłuchania komisji senackiej w sprawie Watergate. John Dean, który był doradcą prezydenta Nixona w Białym Domu, zeznawał w sprawie spotkania z Herbertem Kalmbachem, prywatnym adwokatem Nixona. Dean nie miał żadnego powodu by kłamać na temat tego konkretnego zdarzenia. Przeciwnie - niezwykle ważne było dla niego, aby fakty zostały ujawnione tak dokładnie, jak to tylko możliwe.


Dean zeznał, że spotkał Kalmbacha w kawiarni hotelu Mayflower w Waszyngtonie i że udali się na górę do pokoju Kalmbacha w tym samym hotelu. Pytający kilkakrotnie "przyciskali" Deana, wyraźnie okazując mu że wątpią, iż do spotkania w ogóle doszło. Za każdym razem Dean pewnie potwierdzał swoje wyraźne wspomnienia dotyczące tego zdarzenia. W końcu okazało się, że recepcja hotelu Mayflower zaprzeczyła, jakoby Kalmbach przebywał w tym czasie w hotelu. Dean nadal jednak był pewien zdarzenia, wysuwając nieprawdopodobną tezę, że Kalmbach zameldował się pod fałszywym nazwiskiem. Sprawa została wyjaśniona, gdy ktoś zorientował się, że w hotelu Statler Hilton w Waszyngtonie jest kawiarnia Mayflower Donut. Okazało się, że Kalmbach zameldował się tego dnia w tym hotelu pod własnym nazwiskiem. W ten sposób potwierdzono zeznania Dean'a.


Nie zdając sobie z tego sprawy, Dean nieprawidłowo rozstrzygnął niejednoznaczność wywołaną przez zbieg dwóch nazw, "pamiętając" niewłaściwy (ale bardziej logiczny) hotel i wymyślając użycie fałszywego nazwiska przez Kalmbacha. Uczynił to zresztą w sposób "subiektywnie prawdziwy", chociaż "obiektywnie fałszywy".


John Dean nie jest niezwykły pod tym względem. Takie rzeczy dzieją się nawet wtedy, gdy materiał do zapamiętania jest krótki i prosty, a świadek wie, że zostanie poproszony o opisanie go później.



Podobne efekty mogą wynikać z uprzedzeń lub "chciejstwa" świadka.


Klasycznym przykładem uprzedzenia jest studium, w którym aktorzy Afroamerykanin w marynarce i pod krawatem oraz biały mężczyzna ubrany w odzież roboczą i trzymający w dłoni brzytwę, odegrali scenę w metrze. Zadaniem osób oglądających tę scenę było jej opisanie w taki sposób, w jaki gra się w "głuchy telefon". Okazało się, że brzytwa miała zaskakującą tendencję do migracji z ręki białego mężczyzny do ręki Afroamerykanina.


Innym przykładem jest gotowość świadka do udzielenia odpowiedzi i jego pewność siebie, mimo iż powinien zachować ostrożność i ważyć swoje wypowiedzi. Podczas eksperymentu będącego częścią badań umiejętności zapamiętywania twarzy, osoba, która nieświadomie wymyśliła więcej szczegółów niż jakikolwiek inny członek grupy testowej, przez cały czas okazywała całkowitą pewność siebie.


Każdy z nas miał kiedyś takie trudności jak John Dean. Najpierw na niego naciskano, by zapamiętał zdarzenie; potem próbował poskładać w całość, jak doszło do zdarzenia; następnie potraktował swoją ​​spekulację, jak gdyby była pamięcią; wreszcie zyskał pewność, że wspomnienie jest w 100% dokładną pamięcią, mimo że w rzeczywistości nie było pamięcią i zamiast tego umysł wymyślił przeszłość. Większości ludzi takie wymyślanie przeszłości zdarza się regularnie i zwykle nie powoduje większych szkód. Jeśli jednak wspomnieni ma być podstawą stosowania prawa, konsekwencje spekulacji mogą być katastrofalne.


Testy DNA są w stanie z całkowitą pewnością wykazać, do kogo należy włos lub kropla krwi. Ich wprowadzenie do praktyki spowodowało unieważnienie zaskakująco dużej liczby wyroków skazujących, które zapadły przed wdrożeniem testów DNA. Testy DNA wykazywały bowiem, że oskarżony nie mógł popełnić przestępstwa, mimo że obciążyły go zeznania świadków.



Badania na szeroką skalę przeprowadzono w tym zakresie w USA. Świadkowie błędnie zidentyfikowali pozwanego w 76% z pierwszych 250 spraw, w których wyroki skazujące musiały zostać unieważnione na skutek przeprowadzenia dowodów z DNA. W tych sprawach naoczni świadkowie z całkowitą pewnością zidentyfikowali oskarżonych w procesie karnym. W jednym z badanych przypadków oskarżony został skazany na podstawie zeznań aż pięciu naocznych świadków. Był w celi śmierci w oczekiwaniu na egzekucję, kiedy testy DNA wykazały, że to, o czym świadczyło tych 5 świadków było zupełnie niemożliwe.


Inne badania umożliwiły wytypowanie 340 więźniów, którzy zostali skazani, a następnie uniewinnieni. Niemal wszystkie wyroki wymierzały karę śmierci lub wieloletniego więzienia. W 64% z tych przypadków co najmniej jeden naoczny świadek błędnie zidentyfikował oskarżonego, a w przytłaczającej większości przypadków naoczni świadkowie mylili się mimo iż składali szczere zeznania (nie kłamali) .


Kolejne badania pokazały, że ponad trzy czwarte z 258 więźniów oczyszczonych z zarzutów na podstawie testów DNA zostało uprzednio skazanych na podstawie identyfikacji naocznych świadków.


Przeprowadzane badania konsekwentnie wykazywały, że błędna identyfikacja naocznego świadka jest odpowiedzialna za więcej bezprawnych wyroków niż wszystkie inne przyczyny razem wzięte.


Chociaż ludzie instynktownie traktują zeznania świadków jako najwyższy standard dowodu, identyfikacja przez naocznego świadka jest w rzeczywistości jedną z najmniej wiarygodnych form dowodowych. Eksperymenty przeprowadzone przez socjologów potwierdzają te wnioski:


  • Respondentów podzielono na dwie grupy: świadków i sędziów. Następnie naukowcy zainscenizowali kradzież przez podstawionego złodzieja. Świadkowie kradzieży zidentyfikowali złodzieja na podstawie szeregu zdjęć. W symulowanych próbach grupa sędziów obserwowała krzyżowe przesłuchania świadków i podejmował decyzje, czy uwierzyć w identyfikację "złodzieja" przez świadka. Sędziowie zostali podzieleni na panele, a każdy panel obserwował jedno krzyżowe przesłuchanie. Około 80% sędziów uwierzyło, że świadkowie widzieli to, co zeznali w krzyżowym przesłuchaniu. Byli jednak skłonni uwierzyć tak samo świadkowi, który dokonał błędnej identyfikacji jak i świadkowi, który dokonał prawidłowej identyfikacji.


  • Naukowcy nagrali film prezentujący dwie drużyny koszykarskie: jedną w białych a drugą w czarnych koszulkach. Wszyscy koszykarze, grający jednocześnie dwiema piłkami, byli w ciągłym ruchu. Poproszono widzów meczu o policzenie liczby błędów przejścia przez członków białego zespołu. Po około czterdziestu pięciu sekundach na środek boiska weszła kobieta przebrana za goryla. Stanęła przed kamerą, energicznie uderzyła się w klatkę piersiową, a następnie zaszła z boiska.

Połowa widzów śledzących mecz nie dostrzegła goryla.



Dlaczego poszukujący faktów chcą wierzyć relacjom naocznych świadków? Wydaje się, że są ku temu dwa powody.


Po pierwsze, podczas większości naszych doświadczeń życiowych nie wymaga się od nas naprawdę precyzyjnej pamięci. Często nie dostrzegamy błędów pamięci, które tworzymy, co prowadzi nas do przekonania, że ​​nasza pamięć jest dokładniejsza niż w rzeczywistości. Ponieważ zatem wierzymy własnym wspomnieniom bardziej niż powinniśmy, ufamy też wspomnieniom innych.


Po drugie, ludzi przekonują historie. Dokumenty, odciski palców, DNA, broń którą popełniono zbrodnię i inne namacalne dowody zwykle nie opowiadają historii (jak opowiadać historie - patrz tutaj), mimo że dostarczają składników, z których można ją skonstruować. Naoczni świadkowie opowiadają historie od początku do końca, wyjaśniając, co robili i kiedy oraz dostarczając wystarczająco dużo szczegółów, aby historia uchodziła za prawdziwą. To dopiero jest atrakcyjna, chwytliwa wersja zdarzeń.


Może Cię również zainteresować:

Jak mówi skuteczny prawnik? 5 umiejętności niezbędnych do opowiadania prawdziwych bajek

Jak ocenić wiarygodność świadka?

Ile jest warta atrakcyjność, czyli seksowny klient z niskim wyrokiem

O faktach, dowodach, poszlakach i owocach zatrutego drzewa



Źródła:

Monroe H. Freedman & Abbe Smith, Understanding Lawyers' Ethics (2010).

Frederick C. Bartlett, Remembering A Study in Experimental and Social Psychology 14 (1967).

George Alexander Talland, Disorders of Memory and Learning 19 (1964)

Brandon L. Garrett, Convicting the hiflocent 63 (2011)

Elizabeth F. Loftus & James M. Doyle, Eyewitness Testimony: Civil and Criminal 1 (3d ed. 1997).

Brian L. Curler & Steven D. Penrod, Mistaken Identification: The Eyewitness, Psychology, and the Law (1995).

Daniel L. Schaefer, The Seven Sins of Memory: How the mind Forgets and Remembers (2001).

Daniel L. Schecrer, Searching for Memory: The Brain, the Mind, and the Past (1996).

Samuel R. Gross et al., Exonerations in the United States 1989 through 2003, 95 .1. Crim. L. & Criminology 523, 542 (2005).

©2018 by joannaosiejewicz.